14 sierpnia 2009

Ferrari 458 Italia


Siedzę sobie na tarasie, pije zimne piwo, palę papierosy, słucham Franka Sinatry i rozmyślam. Czyż nie żyjemy teraz w pięknych czasach? Czyż nie jest tak, że każdego dnia wstajemy z nową werwą do działań, nie grożą nam jakieś straszne zarazy ani problemy?

Oczywiście, jest kryzys, świńska grypa sprawi, iż niedługo wszystkim nam wyrosną zakręcone ogonki i będziemy pozdrawiać się krótkim "oink", a w różnych bezsensownych wojnach giną ludzie. Ale bądźmy szczerzy - czy nas to rzeczywiście dotyczy? Czy ty, drogi czytelniku, budzisz się codziennie rano z myślą, że za 45 minut skończą się światowe zapasy ropy, a żona Ci się ubierze w gustowną burkę?

Raczej nie, raczej patrzymy w przyszłość, myśląc sobie, że jeżeli teraz jest tak źle, jak próbują nam to wcisnąć media, to jak się to skończy, to dopiero będziemy hulać! Całe szczęście, że są na świecie marki samochodów, które nie poddają się trendom robienia samochodów na trzech kółkach, napędzanych śmiechem dzieci i wydalających tylko pyszne malinki. Są jeszcze producenci, którzy mimo nagonki kryzysowej mają werwę i pokazują coś nowego!

Moje przemyślenia koincydują (czy jest takie słowo?) z absolutnym przełomem na polskim rynku motoryzacyjnym, najważniejszym przejawem, że idzie ku dobremu od czasu strajków robotniczych, Okrągłego Stołu i pierwszego McDonalda w Polsce. W Warszawie, w dawnej siedzibie głównej PZPR zostanie za kilka miesięcy otwarty oficjalny salon Ferrari!

Myślicie, że to nie pójdzie? Wasz pesymizm bierze się pewnie z tego, że w Glinojecku, Olkuszu i nie przymierzając Warszawie raczej rzadko widuje się samochody spod znaku wkurzonego ogiera. Ale nie wynika to z tego, iż ludzie nie mają na to pieniędzy, o nie! Dżentelmen pragnący posiadać taki samochód nie będzie jeździł po niego do Niemiec, walczył z urzędami, homologacją oraz tłumaczeniem dokumentów. Teraz może wysłać żonę na kawę do Bliklego, a samemu pójść na piechotkę do Domu Partii i elegancko kupić nowiuteńkie Ferrari. Na gwarancji, płatne w złotówkach, pewnie z możliwością leasingu. Czy widzicie już te dziesiątki czerwonych bolidów mknących ulicami waszego miasta?

Jednym z tych bolidów może będzie prezentowane Ferrari 458 Italia. Samochód jest niewyobrażalnie piękny - od przodu wygląda jak zaczajona do ataku kobra, a z tyłu wygląda jak obrazek z pornograficznego filmu science fiction.

Ten post-kryzysowy pojazd napędzany będzie nowym silnikiem 4,5 V8, który będzie produkował 550, bardzo nieekologicznych koników. Ceny będą oscylowały w granicach 840 tyś. złotych, co nawet doliczając bandycką cenę za kawę u Bliklego nie jest przesadzone, szczególnie za samochód, który ma o wiele większe zadanie, niźli tylko przemieszczać delikwenta z punktu A do punktu B w bardzo krótkim czasie! O nie, to jest samochód, który musi dawać nadzieję ludziom, musi zmuszać ich wykrzywione świńską grypą twarze do uśmiechu, musi powodować, że dziewczyna się przytuli do chłopaka i szepnie mu do ucha: Kochanie, kupisz mi kiedyś taki? I wtedy Ci młodzi ludzie wezmą się do roboty, zażegnają kryzys, skończą wojny, wymyślą szczepionkę na wszystkie grypy parzystokopytne i kiedyś tej dziewczynie taki kupią! Nadchodzą wspaniałe czasy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz