30 lipca 2009
Skoda Yeti a sprawa bejbionbord
Czy ktoś może mi wytłumaczyć, w jakim celu świeżo ugotowani rodzice naklejają na swoje samochody obleśne trójkątne naklejki, informujące o tym, że na pokładzie znajduje się maluch lub też inne bejbe. Czy jest to rodzaj chwalenia się faktem, iż w rodzinie właściciela tego pojazdu działają wszystkie małe wojowniki, z których jeden bez większego trudu pokonał defensywę wędrującego jaja i po 9 miesiącach stał się prawdziwym człowiekiem (wprawdzie trochę mniejszym i zdecydowanie bardziej wrzeszczącym niż przyjęte normy ludzi, z którymi chodzę na piwo)?
Czy może jest to swego rodzaju ostrzeżenie i prośba o większą uwagę, żeby przypadkiem nie uszkodzić delikatnego ciałka? Jeżeli tak, to jest to absurd podwójnej rangi! Po pierwsze kierowca samochodu, który ma przywalić w samochód młodego rodzica nie będzie ścibolić oczkami, czy przypadkiem na samochodzie nie ma naklejki sponsorowanej przez Pampersa - on nie zauważył całego samochodu!
Po drugie: sama prośba o uważanie jest w swojej istocie bez sensu. Czy idąc ulicą i będąc w miarę trzeźwym można nie uważać? Jak się zostanie raz poproszonym przez mamę, żeby uważać na ulicy, to człowiek rozsądny raczej uważa cały czas, do końca życia. Chyba, że mama poprosi go żeby przestał uważać! Jak można kogoś prosić, żeby uważał i się nie potknął? Czy ludzkości znana jest osoba, która potknęła się świadomie i na własne życzenie?
Jeżeli ktoś wie po co są te naklejki - śmiało, czekam na informację!
Ten przydługi wstęp miał mnie jakoś doprowadzić to dzisiejszego pojazdu, który niebawem wejdzie na polski rynek - Skoda Yeti, ale niestety jakoś nie mogę go powiązać z dzieciakami. To nie jest samochód, którego właściciel by sobie nakleił taką naklejkę! Wydaje mi się, że ten fajny samochodzik 4x4 będą kupowali ludzie, którzy wiedzą, iż jest to zaklinaniem rzeczywistości, a na pewno nie muszą się popisywać znajomością naprotechnologicznych działań voodoo - czyli kalendarzyka małżeńskiego.
Skoda Yeti wygląda uroczo i najprawdopodobniej będzie stosunkowo tania: od około 50cośtam tyś. za 1.2TSI do lekko ponad 100 tyś. za najlepiej wyposażoną 170-konną wersję 2.0 TDI. Trochę mogą przeszkadzać tylne światła zapożyczone z nieudacznika z rodziny VW - czyli Fox'a (ktoś w ogóle pamięta ten samochód - do zeszłego roku był w ofercie w Polsce, ale nikt nie był na tyle otumaniony, żeby go kupić) oraz niepotrzebnie okrągłe i widoczne światła przeciwmgielne, ale generalnie jest to samochód, który jako jeden z niewielu rzeczywiście emanuje młodzieńczością oraz propagowaniem aktywnego trybu życia. A znając przy okazji politykę Skoda Auto Polska Yeti będzie dobrze wyposażony, a opcje będą stosunkowo tanie.
Reasumując dwa wątki, których mimo karkołomnego akapitu nie udało mi się połączyć - naklejki: nie, Yeti: tak!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bjejbi on bord pojawia się zwykle na samochodach, które bez litości wpychaja się przed inne, parkują na trawniku albo blokują inne samochody przy parkowaniu itp. Ta naklejka to ma byc usprawiedliwienie "mam gdzies innych, spieszę się z dzieckiem a nie chciało mi się wcześniej wyjechac".
OdpowiedzUsuńMożna to też interpretowac pozytywnie - to takie "przepraszam, że Ci zajechałem drogę, ale..." - niestety ta interpretacja jakoś mi sie nie sprawdza w realu.
male sprostowanie: Skoda Yeti nie bedzie kosztowac 50costam tylko 60costam za wersje 1,2 TSI (bardzo przyzwoity silnik). Tyle, ze w tej wersji Yeti dysponuje napedem wylacznie na przednie kola. Nie jest to wiec tani samochod tylko jak najbardziej porownywalny cenowo z konkurencja np. NIssanem Qashqaiem.
OdpowiedzUsuńA jesli chodzi o naklejki to wole te niz np. "co sie gapisz czubku". Te wprowadzaja mnie w cieply rodzinny nastoik na drodze :-)